Bazaar

Cofniemy się w czasie i pamięcią powrócę do majowej wizyty w restauracji Bazaar na ul. Jasnej w Warszawie. Jest to jedna z dwóch restauracji w Polsce, która po Polskiej Radzie Biznesu może pochwalić się szefem kuchni, posiadającym wiedzę o gastronomii molekularnej. Jak wielu z was może pochwalić się znajomością mistrzów w tej dziedzinie- Herve This’a i Ferrana Adrii? Drugi rok z rzędu nerwowo oczekujemy na możliwość dokonania rezerwacji w El Bulli w Roses w Hiszpanii. Dla niewtajemniczonych rezerwacji dokonuje się raz w roku ponieważ restauracja otwarta jest tylko przez pół roku. Trzymamy kciuki, w poniedziałek się okaże, czy w tym roku nam się uda.

Wracając do naszej wizyty w Bazaarze w piękny majowy wieczór, nie sposób nie wspomnieć o ciekawości kuchni i możliwościach szefa jaka kierowała wszystkimi zebranymi, a było nas 22 osoby. Nasza przyjaciółka obchodziła urodziny, więc postanowiliśmy uczcić to hucznie.

Lokal znałam z poprzedniej wizyty, Dio uknuł plan urodzin- niespodzianki dla Pszczółki. Wypada dodać kilka słów o wystroju, gdyż wniósł on nową jakość do polskich restauracji. Restauracja mieści się w budynku, który powstał u zbiegu Świętokrzyskiej i Jasnej, na miejscu dawnego parkingu. Wnętrze to klasyczne i eleganckie połączenie egzotycznego drewna i czarnego kamienia oraz aksamitnych materiałów. Światło oraz duże, wyciszone okna stwarzają wrażenie ciepłego i wygodnego wnętrza.

Zasiedliśmy przy dużym stole na środku sali, kelner szybko zajął się naszymi okryciami oraz kwiatami jubilatki. Dostaliśmy karty i złożyliśmy zamówienie na aperitif, panowie zamówili tequile, panie pozostały wierne whiskey Gentleman Jack i tu spotkało nas pierwsze rozczarowanie. Niestety bar w Bazaarze nie jest mocną stroną tej restauracji, a szkoda, w tak wykwintnym lokalu goście powinni mieć możliwość skosztowania dobrych alkoholi. Kelner standardowo zaproponował  Mojito. Byłyśmy wierne i zamówiłyśmy JD. Honor należy oddać za prawdziwą tequilę, którą panowie kosztowali przez cały wieczór za zdrowie jubilatki.

Po dogłębnym przestudiowaniu menu przystąpiliśmy do składania zamówień. Każdy z nas wybrał coś innego, byśmy mogli skosztować zachwalanej wszem i wobec kuchni. Potrawy, które wjeżdżały na stół zaskakiwały wszystkich, sposób ułożenia potraw na talerzach jest bardzo zachęcający i świadczy o artyzmie, jaki panuje za drzwiami kuchni. Na przystawkę wybrałam zaskakujące połączenie carpaccio z tuńczyka z sosem wiśniowym. Mięso było przepyszne i delikatne a w połączeniu z sosem wiśniowym tuńczyk wypadł po królewsku. Wszystko rozpływało się w ustach a podniebienie pieszczone było słodko- kwaśnym sosem. W zupach zaskoczył mnie krem z pomidorów z masłem orzechowym aksamitnie delikatna zupa z lekką nutą goryczki z masła orzechowego. Danie główne odpuściłam podjadając z talerzy moich towarzyszek, postanowiłam zostawić miejsce na deser, który w karcie zachęcał nazwą.

 

Mus czekoladowy z prażonymi orzechami nerkowca i powidłami z pomidorów i tymianku, jak dla mnie połączenie wręcz wymarzone, każdy składnik z osobna urzeka smakiem, a w połączeniu są zniewalające.

 

Cynamonowe parfait z makowym torcikiem kus kus, skórką z pomarańczy i orzechami, jak dla mnie trochę mdłe, ale wygląda okazale.

 

Mój absolutny faworyt w sekcji desery Migdałowa Fantazja. Delikatnie zmielone migdały rozpływały się w ustach. Mus z dodatkiem sosu z truskawek połączony z migdałami absolutna rewelacja, mimo, że później swędział mnie trochę język.

Bazaar jest restauracją do której na pewno niebawem wrócimy i z całego serca polecamy tym wszystkim, którzy ciekawi są nowych doznań kulinarnych, nie boją się niespodziewanych połączeń, które na co dzień nie występują w kuchni polskiej. Mam tylko nadzieję, że bar osiągnie rangę godną tej kuchni i restauracji, czego z całego serca życzę.

~ przez foodandspirits w dniu 11 październik 2007.

Napisz odpowiedź