Sensation White

Naszą wyprawę do Wrocławia zaplanowaliśmy na początku września, podczas spotkania z Jarkiem (Angelo Mike) w Porto Praga. Po raz kolejny zaprosił nas na event, który organizuje cyklicznie wraz ze swoją wybranką Kasią. Miałam mieszane uczucia, impreza na 12 tyś osób, Hala Ludowa we Wrocławiu, hmm, obowiązujący dress code- wszyscy na biało- zapisane w regulaminie. Oczywiście to był mój największy problem- moja garderoba nie lubi białego, ale potrzeba matką wynalazku i coś tam wyskrobałam, Tomi zakupił białe spodnie, zapakowaliśmy znajomych do auta i ruszyliśmy na podbój Wrocławia.

Muszę się przyznać, że była to moja pierwsza wizyta w tym mieście od niepamiętnych czasów szkoły podstawowej, kiedy wycieczki szkolne przecierały oczy młodym ludziom na różne aspekty naszej kochanej Polski. Zamieszkaliśmy w hotelu System, warunki zaskoczyły nas bardzo pozytywnie, cena również. Niecałe 200 pln za dwójkę z netem, extra. Nasi znajomi obejrzeli mecz Legii, jak wiemy przegrany dla naszej drużyny a my w tym czasie ruszyliśmy na miasto. Wrocław jest dość specyficzny na tle Warszawy, większość lokali gastronomicznych, a przy tym całe życie nocne, znajduje się na Rynku. Przed imprezą zdążyliśmy wpaść na drinka do Paparazzi. Jest to największy lokal z całej sieci w Polsce. Asortyment alkoholi na barze jest duży. Poprosiliśmy o możliwość zrobienia kilku zdjęć, na początku nie spotkało się to z aprobatą ale po chwili bardzo miła i profesjonalna barmanka pozwoliła na kilka fotek baru i koktajlu.

Koktajle były pyszne, ja skosztowałam gruszkowej wariacji na Wyborowej, Tomi między innymi Whisky sour na Wild Turkey 8 old. Przygotowanie koktajli było bezbłędne, atmosfera również, lokal bardzo nam się spodobał ale wyszliśmy szybko, Sensation White wzywało:)

Przyjechaliśmy ok 22.00. Hala była prawie pełna. Moje obawy masowej techniawki rozwiały się bardzo szybko- kulturalna ochrona, szatanie bez kolejek, mili ludzie. Ciekawość nas zżerała, postanowiliśmy zajrzeć w każdy zakamarek i sprawdzić co takiego jest w tej imprezie, że bilety w przedsprzedaży rozchodzą się w dwa tygodnie. Line up interesujący, nagłośnienie na wypasie, deko rewelacyjne. Weszliśmy na dancefloor i szok!! Scena na środku hali, 12 tyś osób ubranych ba biało od góry do dołu, ręce i górze i wielki balet!:)

Standaryzacja koloru strojów sprawiła, że każdy był równy- dla malkontentów oznacza to, że nie było dresiarzy, karków i takich tam;) Dziewczyny przyprawiają o zawrót głowy- fantazja ubioru oraz możliwości szaleństwa na parkiecie i wszędzie tam gdzie słychać muzykę zaskakujące.

Po występie każdego artysty muzyka była wyciszana, gasły światła i ok 5 minut trwało przygotowanie uczestników na nowe, porządne uderzenie muzyki i wizualizacji. Intro w wykonaniu hipnotyzującego kobiecego głosu, gra świateł i w końcu kolejny artysta. Powalający efekt. Muszę przyznać, że masówki prawie nigdy nie mnie kręciły i nie poruszały, natomiast na Sensation White set Jarka (Angelo Mike) oraz częściowo Davida Guett’y poruszyły moje ciało i nogi dźwignęły z trybun do tańca.

O jedzeniu będzie niewiele, trasa do Wrocławia nie obfituje w dobrą i wartą polecenia gastronomię dla podróżnych. Hotelowa kuchnia bardzo nas rozczarowała, ceny jak w 5* hotelu a jedzenie absolutnie fatalne. Głodni i spragnieni przed wyjazdem postanowiliśmy skorzystać z restauracji hotelowej. Zamówiliśmy zupy i już pierwsze rozczarowanie barszcz z uszkami to zwykła zupa w proszku z uszkami z torebki na szybko podgrzane w mikrofali, żurek chłopców średnio kiepski. Naszym największym błędem było złożenie zamówienia na zupę i danie główne jednocześnie. Rozczarowani pierwszym daniem postanowiliśmy dać szansę daniu głównemu, jednak nie spodziewaliśmy się cudów na talerzu. Strogonow i makaron ze szpinakiem dalece odbiegają od standardów. Hotel polecamy ale restauracji hotelowej absolutnie nie. Szkoda pieniędzy oraz czasu i nerwów po tak udanej imprezie.

Należy dodać, że po imprezie postanowiliśmy pozwiedzać Wrocław nad ranem. Odwiedziliśmy Lemoniadę ( ciekawostką jest to, że alkohol podają w 20 ml), lokal sympatyczny ale prawie pusty o 5 nas ranem, ochrona miła, bar nie powala. Dowiedzieliśmy się, że Wrocław też ma lokal 24 godzinny, tak jak Warszawa. Error odwiedziliśmy ok 6, ludzi sporo, muzyka spokojna, bez wariacji, bar mały, wystrój interesujący, jak u cioci, obrazy, wygodne fotele i sofy, klientela znacznie się różni od warszawskiej, w znanym nam lokalu. Tak czy inaczej czujemy niedosyt Wrocławia i prawdopodobnie zawitamy ponownie w lutym.

~ - autor: foodandspirits w dniu 11 październik 2007.

Dodaj komentarz