Madame Zingara

Na drugiej półkuli, w gorącej Afryce, w mieście Cape Town znajduje się restauracje, w której odkryliśmy magiczne połączenie czekolady, mięsa oraz chilli. Na stolik czekaliśmy prawie 1,5 miesiąca, ale było warto. Moje zażenowanie ślamazarną obsługą w RPA wygasło kiedy wdrożyłam się w rytm życia Afrykańczyków. Przez pierwszy miesiąc pobytu byłam mocno zdziwiona obsługą gości w restauracjach, klubach i cafe. Czekaliśmy na stolik, na karty, na złożenie zamówienia, na rachunek, na wszystko czekaliśmy i to nie mieściło mi się w głowie. Europejczycy którzy przyjeżdżając na inny kontynent muszą się uzbroić w cierpliwość, w końcu to zrozumiałam i przyzwyczaiłam się do ich rytmu. W restauracji Madame Zingara do której poszliśmy na uroczystą kolację z przyjaciółmi, którzy gościli nas na swojej farmie pojęłam filozofię życia w RPA- na wszystko jest czas.

Nie mamy żadnych zdjęć z Cape Town, ale wspomnienie jedzenia jest tak silne, że przebija większość afrykańskich doznań. Wyobraź sobie stek podany z gęstym sosem z gorzkiej, belgijskiej czekolady z dodatkiem chilli. Byłam zachwycona, mimo, że podjadałam z talerza Tomka. Tak zmysłowe połączeni wyrafinowanych smaków nie powtórzyło się jak dotąd w żadnej restauracji. Czekolada i mięso, kto by pomyślał, że sprawi tak dużo przyjemności i pozostawi niezapomniany smak słodyczy złamanej chilli. Chciałabym to kiedyś powtórzyć, mam nadzieję, że ktoś w Polsce pomyśli i zaserwuje krwisty stek z polędwicy argentyńskiej z gęstym sosem z belgijskiej, gorzkiej czekolady z dodatkiem chilli. Jeszcze jedna rzecz o której warto wspomnieć- w restauracji panował półmrok, wystrój przypominał mieszkanie babci z ręcznie haftowanymi serwetkami i tysiącami bibelotów. Miło w jesienne popołudnie rozgrzać się wspomnieniami o pysznym jedzeniu i atmosferze.

~ - autor: foodandspirits w dniu 25 październik 2007.

Dodaj komentarz