Bar Convent Berlin

Październik upłyną szybko. Jesień i jej krótkie dni… zbyt szybko przyszła do nas w tym roku. Cóż robić, należy cieszyć się innymi sytuacjami a nie martwić pogodą. Dwa tygodnie temu odwiedziliśmy Berlin.

Pociąg wyruszyl z Warszawy chwilę przed północą. Podróż dłużyła się niesamowicie i była strasznie męcząca. Berlin przywitaliśmy o świcie. Pogoda nie nastrajała pozytywnie ale przed nami był dzień pełen atrakcji na Bar Convent Berlin, spotkaniu ludzi związanych z branżą alkoholowa, degustacje egzotycznych alkoholi, interesujące wykłady, m.in. o historii koktajli- podczas których dowiedziałam się m.in. dlaczego ludzie wytwarzali i spożywali alkohol wieki temu? Woda pitna była bardzo zanieczyszczona i dlatego pili alkohol, który był dla nich bezpieczniejszy (czyt. zdrowszy) niż picie wody. Najbardziej interesującą częścią był wykład Stanislava Vadrny  Japanese bartending. Na youtube zamieścimy filmy instruktażowe- widowiskowy hard shaking i precyzyjna sztuka mieszania. Wykład cieszył się olbrzymim zainteresowaniem.

Stan rozpoczął prelekcję od postawienia pytania: “Co jest najważniejsze dla barmana?” Padały rożne odpowiedzi- shaker, lód, bar, alkohole, itd., należy zauważyć, że na sali ścisła czołówka, m.in. słynni Traveling Mixologist: Bastian Heuser (założyciel Barworkz w Berlinie), który prowadził wykłady o prawie zapomnianych Breakfast Cocktail, A. Miller i J.Brown (współzałożyciele Muzeum Koktajli Amerykańskich, którzy przez dwa dni opowiadali i przygotowywali koktajle wg. oryginalnych receptur), Leneel Smothers,( właścicielka LeNeel’s Wine & Spirits Boutique w Nowym Jorku, właścicielka whiskey Red Hook Rye, która opowiadała historię amerykańskiej whiskey i wraz z Bastianem przygotowywała koktajle na m.in. na Gentleman Jack‘u) oraz barmani i managerowie z całej centralnej Europy.

Odpowiedz na to pytanie zaskoczyła wszystkich: wg. japońskiego standardu sztuki barmańskiej najważniejsze dla barmana są …..drzwi….. i uchyliła obecnym drzwi do wiedzy o japońskim barmaństwie promowanym przez dwukrotnego zdobywcę nagrody Best Cocktail Menu.

Oto najmilszy barman na konwencie, który uwielbia swoja pracę, przez dwa dni z uśmiechem na twarzy trafiał w gusta przybyłych. Odwiedzałam go kilkakrotnie, za każdym razem zabawiał gości rozmową i przygotowywał oryginalne koktajle.

Oto menu, które towarzyszyło nam przez dwa dni i znakomicie zdało egzamin.

Spróbowałam znakomitych koktajli i niecodziennych alkoholi. Skosztowałam brazylijską cachace Sagatiba, złota leżakuje w beczkach po whiskey. Moje podniebienie ucieszyła 18-letnia hiszpańska brandy, koniaki, wódki ziołowe, tequila, wódka Absolut 50% w czarnej butelce oraz 18 letni, angielski gin.

Wyśmienitą kolację zjedliśmy w restauracji Grill Royal, polecam serdecznie- pyszne jedzenie i nienaganny serwis a wieczorem odwiedziliśmy ciekawe bary Victoria Bar, gdzie goście obsługiwani byli przez  i Rum Trade, widziałam przy pracy barmanów z Travelling Mixologist, oto dwa intensywne dni w Berlinie.

Berlińskie bary są specyficzne, w Polsce nie ma miejsc, które zapełniają się po godzinach pracy, ludzie w gwarze, ścisku i oparach dymu (do końca roku można palić w knajpach) spędzają czas popijając dobry koktajl i wymieniając wrażenia z mijającego dnia.

Rum Trader

Oto zdjęcie z baru Rum Trader, niewielki bar, 40 osób i tłok ale niezwykła atmosfera.

Bar istnieje od 30 lat i posiada niesamowity wybór rumów ze wszystkich zakątków świata. Rum sour przygotował dla nas Gregor Scholl, właściciel baru oraz członek jury Mixology Bar Awards. Wizyta w Rum Trader była ciekawym doznaniem, małe pomieszczenie, niesamowity bar, muzyka Berlina lat czterdziestych, tłoczno, w powietrzu unosi się dym i zapach alkoholu, którego wybór przyprawia nawet najwytrawniejszych znawców o zawrót głowy.

Victoria Bar.

Czerwony niewielki neon na bocznej, ciemnej ulicy, ciężkie drzwi strzegą wejścia do baru. Okrycia pozostawiliśmy w niewielkiej garderobie. Kanapy przy drzwiach wejściowych, dwa schody w górę i długie, wąskie pomieszczenie, tłoczno, gwarno, towarzysko- uczestnicy konwentu oraz przyjaciele baru, wszyscy coś sączą: Sazerak, Ramon Gin Fizz oraz Whiskey Sour mój wybór w Viktorii, przy okazji w akcji Travelling Mixologists.

 

W Polsce wyskakuje się na piwo po pracy- to jedyna rozrywka, bo koktajle jeszcze nie zyskały popularności. Często chodząc po lokalach zastanawiam się nad kobietami, które sączą piwo?!? Kobiety powinny pić koktajle, wino nawet shoty, kiedy tylko mogą sobie pozwolić. Koktajl pasuje do kobiety tak samo jak kamienie szlachetne;) Dlatego jestem wielką orędowniczką odpowiedzialnego picia koktajli oraz smakowania alkoholu. Na niedzielny wieczór polecam Champagne Cocktail (w oryginale na szampanie) wino musujące Cava (na jesienno- zimowe depresje można pozwolić sobie na szaleństwo i użyć szampana- bąbelki to przyjaciel kobiety tak samo jak Gentleman Jack- jak mawiają moje koleżanki- jedyny facet, który cię nie zawiedzie , no chyba, że się skończy:)) z dodatkiem (do wyboru: sok pomarańczowy świeży, Chambord, Creme de Casis, grenadina). Umila wieczór rozkosznie, bąbelki sączone w odpowiednich proporcjach poprawiają nastrój niewiarygodnie skutecznie. Do szampanów i win musujących dobrze jest posiadać tzw. powtórne zamkniecie- metalowy korek na butelki szampana- do dostania w dobrych sklepach z alkoholami. Zaczęłam o Berlinie a skończyłam na niedzielnym wieczorze z bąbelkami w roli głównej.

W każdym razie kolacja w Grill Royal była przepyszna, stek z argentyńskiej polędwicy nienaganny jednak deser zajął najważniejsze miejsce w menu, mus z gorzkiej czekolady ozdobiony musem gruszkowym z kawałkami owocu. Tego było mi trzeba po całym dniu odpowiedzialnego kosztowania alkoholu.

Przystawka Michela- gotowany karczoch z dipami wyglądał interesująco.

Restauracja zrobiła na mnie duże wrażenie, urządzona minimalistycznie, obsługa perfekcyjna, bar pełni swoje prawidłową funkcję w restauracji, znajdował się blisko wejścia, hokery i kanapy służyły gościom, którzy, we wtorkowy wieczór,tłumnie przybyli do Grill Royal, do konsumpcji koktajli oraz whisky przed posiłkiem.

A oto najważniejsze miejsce w restauracji, które przykuwa wzrok po przekroczeniu progu. Na wprost wejścia znajduje się wielka chłodnia, której drzwi otwiera się za ścianą umożliwiającą podpatrywanie szefa kuchni podczas pracy. Kuchnia jest przeszklona i jak na talerzu widać co dzieje się z twoim posiłkiem- bardzo miłe uczucie, kiedy kilka osób ciężko pracuje nad skomponowaniem pysznego dania.

 

Pobyt w Berlinie zakończył się próbą wymiany biletów na wcześniejszy pociąg. Okazuje się, że nie tylko w Polsce pracownicy branży usługowej mają problem z angielskim. Na dodatek panie na koleji chyba strajkowały. Przy okazji odkryliśmy duży plus Berlina- znakomicie rozbudowana sieć miejskiego pociągu, którym szybko dojedziesz prawie wszędzie.

Polecam Berlin na weekend, pociąg jedzie ok 6 h, można w tym czasie poczytać, pospać, zjeść w Warsie (choć nie we wszystkich składach kolejowych jest wagon Wars), nie polecam natomiast nocnego pociągu pośpiesznego- długo, głośno, męcząco. Oczywiście samolotem też można.

Berlin nie jest drogi, lunch ok 20 euro, koktajle w granicach 6-10 euro, hotel ok 100euro, chyba, że są znajomi w Berlinie, to duży plus. Bary godne polecenia z ciekawości i na dobry trunek: Victoria Bar, Rum Trader, Bristol Bar, Bellini Bar, Harry’s NY Bar, CSA, Green Dooor. Muzea, galerie, sklepy z czapkami po 200euro. W Berlinie przez weekend nie powinno być nudno, na gastronomicznej mapie dużo interesujących lokali, często ciekawe eventy. Intensywnie a jednak bardzo miło.

Przede mną półfinał, a za chwilę finał, ogólnopolskiego konkursu Finlandia Vodka Cup. Ciekawe, co polscy barmani pokarzą w tym. Zeszłoroczny konkurs przyniósł niespodziankę, na finale w Finlandii, reprezentant Polski Leszek Karaszewski pokonał rywali z całego świata, zajął I miejsce oraz dostał wyróżnienie za najlepszego long drinka.

 Za rok kolejny Bar Convent Berlin, mam nadzieje,  że zawitamy tam ponownie.

~ przez foodandspirits w dniu 4 listopad 2007.

Jedna odpowiedź to “Bar Convent Berlin”

  1. Witam.
    Nie oceniam zawartości merytorycznej tego posta, ale czyta sie to…fatalnie.
    Do tego błędy ortograficzne..Trochę wstyd:/, szczególnie biorąc pod uwagę, że siląc się na to, żeby “powiało wielkim światem” wypadałoby się trochę bardziej przyłożyć – chociażby z szacunku do czytelnika…
    Pozdrawiam
    Czytelnik

Napisz odpowiedź