Tiki Seminar w Bratysławie

•13 października 2008 • 1 komentarz

To była nasza trzecia wizyta w Bratysławie. Tym razem pretekstem było Tiki Seminar w wydaniu Beach Bum Berry, na które zaprosił nas Stan – http://www.beachbumberry.com/

Bratysława z UFo

 Szkolenie było doskonałym pretekstem by po raz kolejny odwiedzić restaurację UFO. Tomek spróbował Tasting menu składającego się z 8 dań. Jedzienie w UFo to połączenie kuchni fusion z elementami gastronomii molekularnej.

Zachód Słońca

House Starter

Vesper with Lemon Air

Grande Cosmopolitan

Koktajle w UFO nie powaliły nas z nóg, jak to miało miejsce za pierwszym razem. Tym razem byliśmy świadomi tego jakie cudowne doznania mogą nam umilić niezwykłą kolację.

Steamed mussels, Japanese seaweed gargouillou, ama zu ponzu

Seared queen scallops, artichokes puree and chips, ginger-soya honey

Smoked duck breast, white asparagus, mizuno, poached quail egg

Calamari Parmantier, dried miso, aioli

Ajo blanco Malagueňo, salmon roe, butterfly ebi

Monkfish loin in pimenton crust, sweet potato rosti, chinese garlic emulsion, almond fluid jelly

Seared Royal pigeon, shiitake mushrooms, iced juniper cream, tapioca pearl

Grande Dessert Menu

House dessert

Siphon Coconut Mojito

Najlepszy koktajl tego wieczoru. Fakt, że nie wypiłam ich za wiele tego dnia, ale Symphony & Pearls było znakomite. No i szampan z malibu to wdzięczne połączenie.

Symphony & Pearls

Helda's Saffran Sherbert

Chyba najdroższa woda w Europie, kosztuje majątek. Butelki ciekawe, wysadzane kryształkami Swarowskiego. Nie spróbowaliśmy, więc smaku nie oceniamy.
Bling H20

Szkolenie odbyło się w niedzielę w Paparazzi. Obecnych było ok 20 osób ze Słowacji, Czech, Niemiec, Polski. To pierwsze tego rodzaju szkolenie w Europie. Ciekawa opowieść o tym jak rodziły się koktajle Tiki i cała historia z tym związana. Tomek otrzymał książkę z autografem Bum’a.

Beach Bum Berry's Sippin' Safari

Beach Bum Berry @ Tiki Seminar

The Bum i Ja

Przy okazji wizyty w Bratysławie nie mogliśmy odmówić sobie rejsu do Wiednia. Polecamy w miarę szybkie połączenie promem. Przy ładnej pogodzie można oglądać ciekawe krajobrazy i przygotować sobie trasę wycieczki po mieście.

Reklamy

Bar Convent Berlin 2008

•13 października 2008 • 1 komentarz

Koniec września to czas kiedy wybieramy się do Berlina. W tym roku zebrała się silniejsza reprezetacja z Polski, co bardzo cieszy biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku wraz z Moniką były tylko dwie osoby. Mowa oczywiście o najważniejszym evencie dla branży w tej częsci Europy, czyli o Bar Convent Berlin.

W tym roku BCB odwiedziło ponad 1000 osób. Cieszy fakt, że z roku na rok uczestników jest coraz więcej. http://www.mixology.eu/en/blog/registrations-bar-convent-berlin-2008

Z Polski przyjechała ekipa z Warszawy, Poznania i Wrocławia. Smuci i zastanawia fakt, że Polaków było niespełna dwadzieścia osób a barów i barmanów w naszym pięknym kraju jest kilka tysięcy.

Ponownie pojawia się konkluzja, że profesjonalistów w Polsce jest niewielu. Mamy nadzieję, że zacznie się to zmieniać i już niedługo każdy właściciel i menadżer będzie dbał o to, by w lokalu pracowali doświadczeni i wyedukowni barmani, którzy serwować będą koktajle a efekt ich pracy doceniać będą goście. Obecnie co bar i barman to Cosmopolitan- klasyczny koktajl, który powinien być podstawą każdego menu.

Nic to, nie będziemy się po raz kolejny rozwodzić na temat tego jak wygląda gastronomia, pożyjemy, zobaczymy, czy w niedługim czasie będziemy mogli stanąć w szranki z barami w Berlinie, Pradze czy Bratysławie.

Bar Convent Berlin to szczytna inicjatywa powołana do życia w zeszłym roku przez pasjonatów sztuki barmańskiej, która w swoim założeniu ma edukować, informować i umożliwiać nawiązywanie kontaktów i wymianę doświadczeń. W tym roku na BCB gościli m.in.

Anastatia Miller, Jared’a Brown’a (fundatorzy American Cocktail Museum, są jednymi z najbardziej doświadczonych historyków barmaństwa) i John’a Gakuru (Global Brand Ambasador Cachacy Sagatiba- spróbowałam ją po raz pierwszy w zeszłym roku na BCB i muszę stanowiczo stwierdzić, że to co oferują nam polskie bary jest słabe i nie dorasta do pięt Sagatibie) z prelekcją ‘ The history of Cachaca- The Soul of Brasil’.

Phil Duff, do niedawna Ambasador Bols’a, na konwencie poinformował, że po tylu latach pracy dla koropracji postanowił otworzyć własny bar w Amsterdamie- trzymamy kciuki, bo ten Pan wart jest tego, żeby mu się poszczęściło. Po raz pierwszy, bez wcześniejszego doświadczenia smaku, zapachu i wyglądu polecamy bar Door 74, Reguliersdwarsstraat, Amsterdam.

Na BCB Phil mówił o prowadzeniu baru i o tym jak można się wzbogacić prowadząc mądrą politykę i zarządzając profesjonalnie barem. Podał przykład Jerrego Thomasa, który zbił niesamowty majątek i swego czasu zarabiał więcej niż vice prezydent USA. Ale do tego trzeba mieć wiedzę i zdolności.

Ian Barrel, przesympatyczny Oficjalny Ambasador Rumu w Wielkiej Brytanii oraz inicjator Rumfest UK opowiedział historię rumu w dziesięciu koktajlach i zrobił to tak, że każdy, kto nie lubi tego alkoholu natychmiast poprosiłby o koktajl na rumie i nie mówimy tu o Mojito- skomercjonalizowanym koktajlu, który mimo niesłabnącej popularności jest passe.

Angus Winchester podzielił się z zebranymi swoim doświadczeniem dotyczącym edukacji w wykładzie ‘ About the importance of constant training’. Angus jest jednym z najbardziej znanych i cenionych na świecie barmanów (mimo, że od kilku lat nie pracuje za barem), szkoleniowców i konsultantów. Od 20 lat związany jest z branżą. Od niedawna jest również globalnym Ambasadorem Tanqueray Gin. Nie ukrywam, że spotkanie z nim było dla nas jednym z najważniejszych punktów programu BCB. Konkluzja nasunęła się sama- w Polsce brak jest dobrych szkoleniowców- niszczy nas krótkowzroczność i brak wyznaczonych jasno celów. A o szkoleniach wewnętrznych, których jest bardzo mało w Polsce, szkoda jest wspominać. Dużo przed nami nauki, żałuję tylko, że jesteśmy tak opornii i utwierdzeni w przekonaniu, że przecież wszystko wiemy najlepiej.

The Travelling Mixologists w pełnym składzie pokazali „Around the world in ten cocktails”.

Xavier Padovani który jest ambasadorem Hendrick’s Gin oraz niedawno projektował bar wraz z Philipem Starckiem w Paryżu pokazał różnice pomiędzy szejkowaniem i miskowanie Vespera i jakie są różnice w poziomie alkoholu w każdym przypadku.

Wsród zaproszonych gości były również takie tuzy jak Simon Difford, dla tych, którzy nie wiedzą kim jest ten Pan polecamy stronę http://www.diffordsguide.com, Mauro Mahjoub, właściciel odnowionego Negroni Bar w Monachium, właściciel jednej z największych na świecie kolekcji książek o tematyce barmańskiej, konsultant i szkoleniowiec.

Charles Vexenat, który stworzył kartę koktajli w słynnym, londyńskim barze Lonsdale inspirowaną klasycznymi koktajlami angielskimi. Obecnie jest międzyanrodowym konsultantem d.s. eventów.

Henry Besant jest jednym z najbardziej znanych konsultantów, z ramienia Worldwide Cocktail Club szkoli barmanów prawie na całym świecie w sztuce przyrządzania nowoczesnych koktajli.

Jeffrey Morgenthaler, barman z Oregonu, pasjonat amerykańskiego barmaństwa, jeden z najsłynnieszych bloggerów koktajlowych na świecie- na jego wykład ‘In the network world- the influence of web 2.0 on the global barscene’ czekaliśmy z przyczyn oczywistych z niecierpliwością.

Niestety nie dojechał Stan Vadrna, który w tym roku miał wygłosić prelekcję o Sake i Shochu.

Do Berlina przyjechaliśmy już w niedzielę by móc obserwować barmanów z Travelling Mixologists przy pracy w Reingold. Tym razem panowie serwowali sygnowane koktajle z całego świata.

Niestety nie byliśmy w stanie spróbować tylu koktajli ile byśmy chcieli ale kilka nam się udało.

„Ranglum” – Goncalo de Sousa Monteiro

„Chartreuse Swizzle” revisited by Jamie Boudreau, by Marcovaldo Dionysis, Bourbon and Branch, SF

Kolejnym barem, który zwiedziliśmy w drodze do hotelu był Velvet Lounge. Niewielki bar mieszczący się przy Oranieburgers st.

Tego wieczoru skosztowaliśmy „Sparkling Grapes”.

Oprócz wykładów i prezentacji alkoholu BCB to również Bar Tours Berlin – 20 najlepszych barów zaprasza gości i prezentuje swoje możliwości polecając przygotowane specjalnie na tę okoliczność koktajle. Booklet wydany na BCB zawierał historie i informacje o barach i dzielnicach na których się znajdują. Dobry przewodnik po Berlin.Weekend w Berlinie, zakupy, wystawy, zwiedzanie miasta i wieczorne wizyty w barach- polecam gorąco. Miasto jest idealnie skomunikowane, z Polski można dojechać pociągiem w niecałe 6 godzin a na miejscu wyłącznie poruszać się metrem. Wojaże po barach rozpoczeły się w Rum Trader. Panowie odwiedzili równiez Q bar, Victoria Bar oraz Leberstern gdzie skosztowali Mai Tai.

BCB polecamy gorąco każdemu, kto ma cokolwiek współnego z gastronomią- barmanom, managerom, właścicielom, szkoleniowcom. Każdemu, kto jest ciekawy i chce się dokształcać, poszeżać swoją wiedzę korzystając z doświadczeń profesjonalistów.

 

Na zdrowie!

Bar Convent Berlin 08.

•17 września 2008 • Dodaj komentarz

Wielkimi krokami zbliża się Bar Convent Berlin.

Wszyscy profesjonaliści zainteresowani tym eventem koniecznie muszą zajrzeć na stronę http://www.barconvent.com

Tam znajdziecie wszystkie informacje dotyczące tego wydarzenia.

Mam nadzieję, że w tym roku zbierze się liczna reprezentacja, która uda się na konvent. Berlin to piękne miasto, świetne bary a przede wszystkim BCB to świetne miejsce do wymiany poglądów, poznania ludzi z branży, podpatrzenia tuzów europejskiej gastronomii.

Polecam.

De Kuyper Cup 2008

•17 września 2008 • Dodaj komentarz

W Hotelu Król Kazimierz w Kazimierzu Dolnym odbył sie coroczny konkurs De Kuyper Cup pod nazwą Masters of the Mix.

W tym roku obydwoje mieliśmy sporo pracy. Monika jako współorganizatorka i ja jako tłumacz warsztatów Stana Vadrny z Japonskich Technik Barowych. Było sporo stresu ale daliśmy sobie świetnie radę. Hitem wieczoru był utwór z ostatniej płyty Pono i Sokoła ‚ W aucie’.

Warsztaty Stana

Warsztaty Stana

Seminarium poprowadził Stan Vadrna. To było spełnienie naszych marzeń, zaproszenie Stana do Polski na szkolenie dla barmanów. Vadrna pokazał licznie zgromadzonym tajniki japońskiej sztuki barmańskiej. Jak to z Polakami bywa- nie dogodzi się wszystkim. Warsztaty spotkały się z różnym odbiorem. Profesjonaliści byli pod dużym wrażeniem tego, co pokazał Stan, pozostali mieli wątpliwości co do przedstawionej filozofii pracy za barem. Mam nadzieję, że główne przesłanie workshopu, czyli przekazanie innego, niż polskie, spojrzenia na sztukę barmańską przyniosło skutek dla profesjonalistów.

Stan Vadrna

Stan Vadrna

Hard Shake

Po warsztatach odbył się konkurs barmański, w którym uczestniczyli barmani, którzy przedstawili oryginalną recepturę na koktajl. Zmagania wygrała Katarzyna Krystian z Boom Bar Rush w Krakowie z koktajlem Kate Daniel’s, w skład którego wchodzi: 3 cl JD, 2 cl DK Sour Apple, 1 cl DK Melon, 1 cl DK Butterscotch.

Konkurs

Każdy koktajl oceniany był przez profesjonalistów pod względem wyglądu, zapachu i smaku oraz pod względem poprawności technicznej w jego przygotowaniu. Czuwali nad tym sędziowie z nieśmiertelengo stowarzyszenia.

Finał konkursu odbędzie się w Rotterdamie w 25 września. Trzymamy kciuki za finalistkę polskiej edycji. Może tym razem uda nam się zabłysnąć na konkursie.

Było kilka ciekawych i przemyślanych koktajli. Pisząc przemyślanych mam na myśli koktajle, których smak rozwija wraz z każdym łykiem. Niewielu barmanów to potrafi a sztuka jest warta opanowania jeśli chcesz być profesjonalnym barmanem.

DK Cup jest już przeszłością. Niebawem FVC 08, może i tym razem objawią się talenty na miarę zwycięzcy.

Kraków

•17 września 2008 • Dodaj komentarz

Kraków ma swój specyficzny zapach. Kraków ma Wawel, Sukiennice, Rynek, festiwal Coke, restaurację Wierzynek oraz setki fastfood’ów. Kraków to piękne miasto i rewelacyjne miejsce na weekend.

Setki klubów, resto i barów to także mocna strona Krakowa. Resto- to określenie na restaurację, jak mniemam, spora część krakowskich restauracji używa skrótu od tej nazwy- z oszczędności? Nie udało nam się tego ustalić.

W znajdującej się na Kazimierzu Nova Resto Bar, wypiliśmy ciekawe koktajle, a w niedzielę zjedliśmy dobre śniadanie. Miejsce godne polecenia na odpoczynek po spacerze albo na śniadanie.

Nova Resto Bistro

Kazimierz

Kraków odwiedziliśmy przede wszystkim ze względu na Coke Festival i rezerwację w restauracji Wierzynek. Gwiazdy, które w tym roku bawiły publiczność wzbudziły nasze zainteresowanie i postanowiliśmy przekonać się na własne oczy i uszy jak zaprezentuje się najbardziej płodny producent ostatnich kilku lat na koncercie. Nasze przypuszczenia potwierdziły się w pierwszych minutach koncertu. Timbaland pokazał, że jest producentem, a im ciężko dawać koncerty- czyli nie pokazał nic oprócz siebie. Nie rozczarował nas, bo zakładaliśmy taki scenariusz występu. Plusem było to, że festiwal odbywał się blisko centrum miasta i mogliśmy szybko przemieścić się bliżej cywilizacji.

W odróżnieniu od Warszawy, kulturalne życie Krakowa skoncentrowane jest przy Rynku. Na pierwszy strzał poszły Stalowe Magnolie. Ciekawy i ciepły lokal, który swoją świetność ma już za sobą. Nie było zbyt wiele osób, tym samym mieliśmy większą możliwość sprawdzić umiejętności barmanów. Po raz kolejny na pierwszy ogień poszło Cosmo i po raz kolejny stwierdzam, że co barman to Cosmopolitan. Ciekawa rzecz z klasycznym koktajlem, którego receptura znana jest na całym świecie i wszędzie powinien smakować podobnie, jak nie tak samo. W Polsce jednak możecie doświadczyć takiej ilości smaków Cosmopolitan ilu barmanów je przygotowuje. Smutne i ciekawe za razem.

Stalowe Magnolie

W Stalowych Magnoliach niestety nie mają soku z żurawiny co staje sie nielada problemem, radzą sobie jednak przy pomocy napoju o smaku żurawiny. Stalowe Magnolie zapamiętam z ciepłej Żołądkowej Gorzkiej oraz z ‚Ogni Moskwy’- Sylwia zaproponowała naszym panom koktajl- wino musujące, shot Finalndia Mango i odrobina redbulla- wszystkie składniki wlane do jednej szklanki old fashion, przykryte, wstrząśnięte i wypite duszkiem. Tomek wypił, ale nie został fanem tego mega shota, a Dio zafascynowany smakiem i możliwościami, jakie daje taka mieszanka był szczęśliwy i ogłosił, że obecnie to jego ulubiony koktajl. Polecam z ciekawości oraz ze względu na możliwość, jakie stwarza konsumującym:) Piątkowy wieczór zakończył się w sobotę nad ranem okupacją kebaba na Grodzkiej, którego Dio strasznie zachwalał.

Śniadanie

Sobotę rozpoczęliśmy smacznym śniadaniem na jednej z bocznych uliczek odchodzących od rynku. Zajęliśmy miejsce na zewnątrz, w szkolnych ławkach z początku lat 80. Pamiętam, jak w pracowni fizycznej w mojej podstawówce były takie ławki. Niewygodę zrekompensowało dobre śniadanie na świeżym powietrzu.

W Krakowie sporo jest miejsc, gdzie można zjeść śniadanie i to w przyzwoitej cenie. Z racji tego, że uliczki pełne są knajpek, nie udało nam się poczuć leniwego sobotniego poranka, gdyż zewsząd dochodziły nas dźwięki głośnej muzyki, która serwowana powinna być w nocnych klubach. O chilloucie nie było mowy, jednak śniadanie było smaczne.

Po południu udaliśmy się zgodnie z planem do restauracji Wierzynek- najbardziej prestiżowej restauracji w Krakowie. Od samego początku byliśmy zachwyceni serwisem, wystrojem oraz menu. W Wierzynku prawie wszystko jest tak jak powinno być w prestiżowej restauracji. Pisząc prawie mam na myśli szkło. Na stole stały niewypolerowane kieliszki do wina i wody. Była to jedyna rzecz, która może zepsuć miłe popołudnie w tak wykwintnej restauracji. Serwis kelnerski jest bez zarzutu, panowie, którzy nas obsługiwali zasłużyli na sowity napiwek.

Jedzenie rozpływa się w ustach. Dawno nie jedliśmy potraw o tak wysublimowanym smaku.

Karta dań nie jest obszerna co dobrze świadczyć powinno o lokalu. Rozpoczęliśmy więc sobotnią, krakowską ucztę kulinarną, której długo nie zapomnimy.

Degustację rozpoczęliśmy od drobnej przekąski- Terriny z koziego sera z pomidorowym sosem vinagrette.

Terrina z koziego sera z pomidorowym sosem vinagrette

Na przystawkę zamówiliśmy śledzia w śmietanie z opiekanymi ziemniaczkami. Śledz był smaczny, trochę suchy, ale nie będę się czepiać, cały czas mam w głowie smak śledzi z warszawskiej restauracji Gar.

Śledź w śmietanie z opiekanymi ziemniaczkami

Nie zamówiłam zupy, więc żeby nie i siedzieć przy pustym nakryciu kelnerzy uraczyli mnie piersią z wędzonej kaczki w bukiecie sałat. Rewelacyjnie uwędzone mięsiwo.

Pierś z wędzonej kaczki w bukiecie sałat

Panowie zgodnie zamówili tasting menu, zwane menu tradycyjnym, czyli polecany przez szefa kuchni zestaw dań. Na przystawkę wyserwowane zostały tradycyjne pierogi w dwóch smakach. Pyszne, ciasto nie było zbyt grube, farsz był idealnie doprawiony.

Tradycyjne pierogi w dwóch smakach

Sylwia zamówiła zupę rakową zakrapianą kwaśną śmietaną z koperkiem. Byliśmy zachwyceni zapachem i wyglądem. Smak był taki jakiego się spodziewaliśmy- zniewalający. Sylwia jednak po chwili stwierdziła, że zupa jest nudna- fakt, był to raczej krem niż zupa, kawałki szyjek rakowych szybko zniknęły z misy. Jednak jej atuty przyćmiły tą niewygodę.

Zupa Rakowa

Na główne danie zaserowano polędwicę wołową w aromacie sosu winnego. Mięso było tak delikatne, że grzechem będzie nie polecić jej jako obowiązkowego dania w Wierzynku.

Polędwica wołową w aromacie sosu winnego

Panowie w swoim menu zapewniony mieli kotlet z dzika serwowany z borowikami saute kapustą czerwoną i ziemniakami po polsku. Znad talerzy unosił sie zniewalający zapach. O smak nie musiałam pytać, wystarczyło popatrzeć na ich twarze pełne zachwytu i wsłuchać się w westchnienia jakie unosiły się przy kolejnym konsumowanym kęsie.

Kotlet z dzika

Wybór deserów w Wierzynku jest zadowalający. Do Menu Tradycyjnego panowie dostali strudel jabłkowy z lodami lipowymi. Ja pozwoliłam sobie na mus migdałowy na sorbecie fiołkowym, Sylwia zamówiła torcik czekoladowy z gorącym sosem truskawkowym i lodami miętowymi.

Będąc w Krakowie koniecznie trzeba wybrać się do restauracji Wierzynek. Wizytę w tym starym, pieknym mieście, będącym stolicą pierwszych królów Polski ukoronować nalezy ucztą dla zmysłów, która na długo zapada w pamięci.

Odwiedzić wypada również Kazimierz pełen urokliwych zakątków, antykwariatów oraz knajpek i niedzielny pchli targ, na którym obejrzeć i kupić można wiele ciekawych rzeczy.

Dans le noir

•28 lipca 2008 • Dodaj komentarz

Warszawa otwiera się na świat, a może to świat otwiera drzwi dla polskiej gastronomii? Znana w Paryżu, Londynie i Moskwie sieć restauracji zawitała do Warszawy. Hotel Novotel (dawne Forum) podjął wyzwanie i na okres trzech miesięcy uruchomił restaurację.

Ciemność. Ciemność kusząca i intrygująca.

Wyłączamy jednen zmysł, pozostałe pracują intensywniej. Pobudzenie i ciekawość.

Ale od początku. Wizyta w restauracji odbywa się o określonych godzinach, nasza kolacja rozpoczęła się o 19. Zostaliśmy zaproszeni do sali z barem, gdzie zaproponowano nam aperitif. Bardzo miła Pani z łącznością radiową w uchu poinstruowała nas o przebiegu wieczoru, zapytała, czy któryś z gości jest na coś uczulony, czy spożywamy wszystkie posiłki. Zostaliśmy poproszeni o zdeponowanie telefonów komórkowych, zegarków ze święcącymi cyferblatami i wszystkiego, co zakłóciłoby ciemność.

W Dans le noir masz do wyboru jedno z trzech set menu. Dwa z nich składają się z trzech dań: przystawki, dania głównego oraz deseru. Trzecie menu składa się z dwóch głównych dań, przystawki i deseru. Nic więcej o jedzeniu się nie dowiedzieliśmy, potrawy były tajemnicą. Po chwili zostaliśmy poproszeni do sali restauracyjnej. Przed czarną kotarą czekała cudowna pani, która dbała o nas przez cały wieczór. Na jej prośbę ustawiliśmy się jeden za drugim i chwyciliśmy się za prawe ramię. Minęliśmy pierwszą kotarę, po chwili zanużyliśmy się w całkowitej ciemności, minęliśmy drugą kotarę i powoli przemieszczaliśmy się do stolika. Nasza przewodniczka usadziła nas przy stole i poinformowała o pewnych zachowaniach, które ułatwią nam funkcjonowanie w ciemności. Poprosiła nas również o to, żebyśmy nie wstawali ze swoich miejsc. Na stołach przygotowana była zastawa i sztućce, woda i tzw. czekadełka.

To było dla mnie niesamowite doznanie, zupełnie nowe i zdumiewające. Nie zdawałam sobie sprawy jak dużą różnicę stanowi korzystanie z wybranych zmysłów przy odbieraniu rzeczywistości, wyznaczanie własnego obszaru funkcjonowania przy stole w restauracji to doznania warte przeżycia.

Przystawki.

Poczułam ostry zapach octu, bardzo intensywny, nic oprócz niego nie czułam jedząc i próbując odgadnąć tajemnicę na talerzu. Hmm, pierwsze rozczarowanie. Kwestia smaku jest bardzo istotna w restauracji, a tym bardziej tam, gdzie wzrok nie pobudza podniebienia. Nic to.

Danie główne.

Hmm, było dużo śmiechu i żartów, każdy próbował i zgadywał co ma na talerzu. Jedzenie natomiast rozczarowało mnie, bardzo. Nie spodziewałam się tego absolutnie.

Zastanawiam się, czy to nie kwestia nastawienia na wizytę w ciemności. Może to, że widzimy spożywane przez nas posiłki i gdzieś w głowie mamy smak tej potrawy, która nie może nas zaskoczyć, wpływa pośrednio na smak i odczuwanie przyjemności z jedzenia. W Dans le noir spotkało mnie kulinarne rozczarowanie- przystawka pachniała i smakowała octem, danie główne ( po fakcie okazała się gęsina) to mięso twarde, gumowe i bez smaku, creme brule na deser nie zatarł złego wrażenia.

Jedzenie strasznie mnie rozczarowało. Plusem tej wizyty w restauracji była atmosfera, która panowała przy naszym stoliku. Zdecydowanie więcej się działo i częsciej nawiązywaliśmy kontakty z sąsiadami, wymieniajac uwagi i spostrzeżenia n.t. funkcjonowania w ciemości.

Nie smakowało mi jedzenie lecz wieczór spędziłam miło. Choć trudno nie spędzić sympatycznego wieczoru ze znajomymi. Do restauracji chodzi się po doznania, zaspokajania zmysłów i przyjemność. W Dans le noir zaspokoiłam tylko ciekawość, a mogła to być uczta to moich zmysłów i niezapomniana kolacja.

Finlandia Vodka Cup

•15 Maj 2008 • Dodaj komentarz

Zgodnie z obietnicą złożoną w październiku napiszę słów kilka o finale 10 Międzynarodowego Konkursu Finlandia Vodka Cup. W tym roku Polskę reprezentował Jakub Gajda z wrocławskiego klubu Daytona, finalista ogólnopolskiego konkursu.

Wyprawa do mroźnej Laponii za każdym razem jest niesamowitym wydarzeniem. Na lotnisku w Helsinkach spotkaliśmy pozostałych zawodników z 28 państw, m.in. Kazachstanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Wenezeueli, Puerto Rico, Meksyku, Salvadoru, USA, Rosji, Ukrainy, Węgier, Bługarii. Po południu wsiedliśmy do wyczarterownaego samolotu i udaliśmy się do Kittilli. Przepiękna miejscowość na północy Finlandii. W pobliżu miejscowości Levi co roku odbywają się najważniejsze eventy Finlandia Vodka: Midnight Sun i FVC.

Od grudnia do marca okolica jest przepięknie osnuta śniegiem, stoki są rewelacyjne, a warunki do jazdy wymarzone. Ludzie w Finlandii żyją swoim rytmem związanym z naturą. Jeszcze 4 lata temu do głowy by mi nie przyszło, żeby wybrać się do Finlandii, a to poważne zaniedbanie. I latem i zimą ten kraj na dalekiej północy zaskakuje tak samo. Polecam każdemu, kto ceni naturę, zdrowe jedzenie, krajobrazy, a w zimą cudowne stoki i rewelacyjne warunki oraz dobrą zabawę.

Nie o pięknie Finlandii chciałam tu napisać, a o finale międzynarodowego konkursu Finlandia Vodka Cup.

Wylądowaliśmy w Kittilli, gdzie zawsze o tej porze roku lotnisko przykryte jest grubą warstwą śniegu i lodu. Nasi przyjaciele z Ameryki Łacińskiej przepełnieni szczęściem wyprawy na daleką północ, dostarczali rozrywki od samego początku, roześmiani, rozśpiewani i pijani szczęściem oszaleli do reszty gdy opuścili samolot. Ten ogrom śniegu był dla nich nielada zaskoczeniem, płyta lotniska pokryta lodem i śniegiem była idealnym miejscem do grupowej zabawy i setek zdjęć. Lądowanie wzbudziło duże emocje- wysiedliśmy wprost na płytę lotniska i stamtąd pieszo przmieściliśmy się do sali przylotów. Przed lotniskiem czekały na nas autokary, które przewiozły nas do Levi, do hotelu Huru Poro.

Po rozpakowaniu bagaży i chwili relaksu w saunie, przyszedł czas na odprawę zawodników przed konkursem. Markku Raittinen, globalny ambasador Finlandia Vodka przedstawiając zawodników i państwa, które reprezentują, zatrzymał się na chwilę przy Polsce i stwierdził, że to własnie my wiemy jak należy pić wódkę i na pewno mogą na nas liczyć podczas kolacji. Uwaga poczyniona przez Markku odnosiła się zapewne do faktu, iż Polska jest największym rynkiem na świecie w sprzedaży Finlandia Vodka.

Oczywiście na kolacji nawiązaliśmy i wzmocniliśmy przyjaźń Polsko- i tu należy wymienić większość naszych bezpośrednich sąsiadów oraz przyjaciół zza wielkiej wody. Zabawa była przednia.

Konkurs odbył się następnego dnia w pałacu lodowym, 25 zawodników startowało jednocześnie, musieli przygotować swoje konkursowe koktajle- long drink i aperitif. Na stanowiskach konkursowych obsługa przygotowała wszytkie składniki, które zawodnik wykorzystał w recepturach. Na pierwszy ogień long drink, później aperitif, a na końcu czekała na nich jednak mała niespodzianka, kategoria quick mix- dostajesz produkty- nie masz pojęcia jakie, otwierasz skrzynkę, wybierasz z nich 4, zamykasz oczy, komponujesz- jeśli znasz wszystkie produkty to super, możesz szybko skomponować koktajl, jeśli nie- masz problem- musisz spróbować i połączyć smaki ze sobą. Zgłaszasz gotowość, zapisujesz na kartce recepturę, oddajesz sądziemu, czekasz na sygnał i przystępujesz do przygotowania.

Fajna zabawa dla widzów, ale ciężka praca dla zawodników- muszą wykazać się przede wszystkim kreatywnym doborem składników i umiejętnością miksowania smaków i aromatów. Oceniany jest wygląd, zapach i smak koktajlu. Czas odgrywa tu kluczową rolę, na tę konkurencję przewidziano 10 minut- to naprawde niewiele.

Konkurs trwał ponad 1,5 godziny, zawodnicy przebywali w temperaturze – 3 st. To było nielada wyzwanie dla większości uczestników. Najdotkliwiej odczuli to nasi przyjaciele z Ameryki Środkowej, najmniej odczuł Kazach, Ukrainka, Finka i Rosjanin. Nasz zawodnik pokazał klasę.

„Kubańczyk”, (pseudonim Jakuba), zrobił na mnie duże wrażenie, profesjonalnie przygotowany, z walizką baramańską, wszystko na swoim miejscu, bez stresu i niepotrzebnych emocji, miał twarz pokerzysty. Po kategorii long drink w klasyfikacji był drugi. W ogólnej klasyfikacji zajął 5 miejsce. Wielkie brawa i gratulacje- pierwszy, profesjonalny konkurs barmański w jego życiu- mam nadzieję, że nie ostatni.

10 międzynarodowy konkurs barmański Finlandia Vodka Cup wygrał Węgier Michaly Handtuch – gratulujemy.

Oprócz konkursu i integracji z międzynarodową bracią barmańską, pobiliśmy rekord świata w kategorii największy obraz na śniegu, jego wymiary osiągnęły 121/121 metrów, przy okazji osiągnęliśmy najlepszy czas w historii tej dyscypliny. Podzielono nas na drużyny, każda z drużyn dostała swoje dwa kawadraty 11/11 metrów, mapę i worki torfu. Na czystym, głębokim śniegu w paletkach na nogach nakreśliliśmy naszą część obrazu po czym pokryliśmy szkić torfem ogrodowym. Zabawa była niesamowita, a przy tym kosztowało nas to nie mało wysiłku, by każda z części stworzyła całość. Udało się i każdemu przyniosło to wiele radości i satysfakcji.

Przed finałem FVC odbył się US Shake Off- finał konkursu. Nie napiszę o tym prawie nic, oprócz tego, że warto wspomnieć o wydarzeniu. Myślałam, że potomkowie prekursorów koktajlu pokarzą coś, co powali mnie na kolana. Niestety, nie pokazali prawie nic- mało techniki, standard żaden, kreatywność rozczarowująca. Szkoda….

Miło wspominam ten wyjazd. Bardzo chciałam pojechać na finał FVC i zobaczyć co prezentuje świat, z jakich składników korzysta, czy ktoś pokaże coś interesującego, nowego. Zaspokoiłam swoją ciekawość, poznałam rewelacyjnych i ciekawych ludzi z którymi wypiłam bruderszaft i uprawiałam fińskie sporty zimowe- rozpoznawanie renifera po nacięciach na uchu, rozpalanie ogniska na polanie całkowicie, od wielu miesięcy pokrytej śniegiem i lodem, łowienie ryb na zamarzniętym jeziorze z szamanem. Intensywny, trzydniowy pobyt w Laponii dał mi chwilę wytchnienia od tego całego polskiego zamieszania zimowego.

Kolejny konkurs barmański już wkrótce. W czerwcu De Kuyper Cup ‚Master of the Mix’. Warsztaty poprowadzi Stan Vadrna. Relacja już wkrótce.